fbpx
blog · o czym nie napiszę

O czym nie napiszę #3

O czym nie napisze w tym tygodniu? Ciekawe…

SLD Kalisz brnie

Naprawdę myślałem, że już o tym nie napiszę. Rozmawiałem, tłumaczyłem i sądziłem, że mam po drugiej stronie rozmówcę przyjmującego argumenty. Nie,  niestety nie. Do tego stopnia, że musze wstać w piątek rano (a Ci, którzy mnie znają, wiedza jak tego nie znoszę) i napisać to, czego pisać już nie chciałem.

blog · o czym nie napiszę

O czym nie napiszę #2

O czym nie napisze w tym tygodniu? Ciekawe…

Komitet Rewitalizacji Miasta Kalisza

W dniu 12 Kwietnia 2018 roku byłem na posiedzeniu Komitetu i tak naprawdę nie mam ochoty pisać o tym, czego się tam dowiedziałem. Bo po co tracić czas i strzępić  klawiaturę, skoro wedle przyjętej już koncepcji, Główny Rynek ma być zaściankowym miejscem, napchany wszystkim, co wpadło akurat w ręce projektantowi… i komuś jeszcze.

Gastronomio, spadaj!

Tak w skrócie można określić działania polegające na zmniejszeniu liczby planowanych ogródków gastronomicznych w obrębie Rynku. Tak, zmniejszeniu! Ma być ich nawet mniej, niż obecnie funkcjonuje lokali! Rozumiecie to? Bo ja za nic?

Jestem za tym, aby ogródki gastronomiczne były estetyczne, nieinwazyjne i podlegały pewnym ograniczeniom i standardom co do usytuowania. Sam byłem, razem z Krzysiem Zientalem, autorem nowego usytuowania ogródków w 2015 roku. W polach wyznaczonych przez linie posadzki na Rynku, w ilości odpowiadającej realnemu zapotrzebowaniu, po konsultacjach i dyskusji z zainteresowanymi przedsiębiorcami. Ogródki ustawione w sposób niekolidujący z ruchem pieszym itd.

Układ ogródków według nowego projektu. Pomarańczowe pola.

Lecz nie! To już było! Idzie nowe i nie będę pisał o tym, że ogródków będzie mniej, będą rozstawione trochę inaczej, a nowe nie będą mogły powstać! Nie, bo nie! Bardzo podoba mi się pomysł wpuszczenia stojaków do parasoli w płytę rynku! Tylko czemu nie można tego zaprojektować także na przyszłość?!

Więc sygnał wysłany przez Urząd Miasta jest jasny. Nawet jeśli masz ochotę na straceńczą misję otwarcia lokalu gastronomicznego na kaliskim Rynku, to zapomnij o ogródku. Ewentualnie bij się w przetargu z dotychczasowymi restauratorami.

O takiej drobnostce, jak konsultacje czy nawet zwykła rozmowa z przedstawicielami przedsiębiorców ze Śródmieścia, nie ma nawet sensu wspominać, bo się nigdy nie odbyła.

NieUlica

Tak. Będziemy mieli w Kaliszu nieulicę! Pierwszą w świecie nieulicę która ulicą nie jest, ale ją udaję. Choć dla niektórych będzie jak ulica. Po co więc o tym pisać? Nie ma sensu.

Brak sensu jest tutaj kluczowy! Wyobraźcie sobie, że to, co widzicie na fotografii poniżej (wybaczcie słabą jakość, takie są warunki do prezentacji w urzędzie Miejskim w Kaliszu w XXI wieku), to układ Rynku według zatwierdzonego planu przebudowy.

Nieulica na kaliskim Rynku

Widzicie ulicę? No widzicie, ciemnoszary obszar, czyli układ komunikacyjny… według projektantów i kogoś jeszcze, odwzorowujący historyczny stan rzeczy. Nie będę pisał, że to bzdura i tyle, bo z przedwojennym układem ma on tyle wspólnego, co ten projekt z konsultacjami społecznymi, czyli nic. 

Nie to jest jednak najciekawsze. Otóż ten zabytkowy rzekomo układ, ma nie być ulicą, pasem drogowym w świetle przepisów tzw. Kodeksu Drogowego. Ot plac, ale z zaznaczonymi fragmentami. Lecz jak to bywa w Kaliszu, nie za pomocą innego koloru płyt, nie subtelnie ćwiekami czy innymi, przyjętymi na całym świecie sposobami.

Ma być do tego użyty nasz obecny bruk. Ok, można by ten bruk zeszlifować, zostawiając go tak, jak jest. Bo bruk jakąś wartość historyczną zapewne posiada. Tak robią inne miasta. No więc nie! Bruk będzie położony podobnie jak teraz czyli wystające „kocie łby”. Więc jednak nieulica będzie zrobiona jak ulica, a nie jak pozostała część Rynku.

Mnie osobiście przeszkadza odtwarzanie układu ulic, dodatkowo niewiadomo z jakiego okresu, bo nie uważam, że powinnismy gloryfikować fakt, że kiedyś można było podjechać samochodem pod sam ratusz. Choć pewnie mniejsze i subtelniejsze wyznaczenie takiego układu, byłoby dla mnie do zaakceptowania.

Stanęło więc na tym, że będzie bruk niezeszlifowany, który pomimo, że ulicą nie jest, to zadziała na Rynek dokładnie jak ulica właśnie. Będzie utrudniała przemieszczanie się pieszym płci obojga, osobom w szpilkach, opiekunom dzieci w wózkach, osobom niepełnosprawnym itd. będziemy mieć zatem ulicę, z jej największymi utrudnieniami, ale jednak niebędącą ulicą… chyba że… no nie, to nie może być prawda… No o tym to już naprawdę nie ma sensu pisać.

Jeszcze raz to samo zdjęcie. Przypatrzcie się dobrze! Widzicie jaśniejsze prostokąty w obrębie nieulicy! Tak to jest to, co myślicie! To są… przejścia dla pieszych!!! 

Nieulica na kaliskim Rynku

Właśnie patrzysz na pierwsze w świecie przejścia dla pieszych na nieulicy, która została zaprojektowana w przestrzeni placu po to, aby udawać ulicę, nie być nią samą w sobie, lecz nieść ze sobą wszystkie problemy ulic! Projektanci tego gniota i ktoś jeszcze… dumnie rozwiązali problem, który sami stworzyli. Jednym słowem, choć plac nowy i gładki, to mamy was w dupie, z dziećmi w wózkach matki! Tyle, jeśli chodzi o nieulicę na Rynku! Zgłaszam już teraz do makabryły roku!

… ktoś jeszcze

Kim jest ten ktoś, który macza palce w rzeczach, o których nie pisałem wcześniej? Oto i ona, cała na biało… mgr Beata Maria Matusiak, kierownik Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Poznaniu delegatura w Kaliszu. Dla niepoznaki przez osoby postronne nazywana „Panią Konserwator”.

Nie napisze tego, bo czasu szkoda, że „Pani Konserwator” to, w mojej ocenie, jeden z największych wrogów Kalisza. Jedna z największych hamulcowych rozwoju Kalisza! I pisze to z pełną świadomością moich słów, bazując także na moich osobistych kontaktach z „Panią Konserwator”.

Tak niestabilnej w decyzjach, niestabilnej… w decyzjach i nierozumiejącej Kalisza osoby dawno nie spotkałem. Gdybyście nie mieli świadomości, to „Pani Konserwator” jest współodpowiedzialna za projekt Głównego Rynku! Bo jak się okazuje, to ona, niczym pewien Dyrektor w genialnym polskim filmie sprzed lat, przestawia sobie na projektach, co tam jej się żywnie podoba.

„Pani Konserwator” od dawna miesza w naszym mieście, a każda kolejna władza się jej boi, zapominając co może i po co została wybrana.

Mógłbym wiele opowiadać na temat „Pani Konserwator”, ale przytoczę tylko jedną historyjkę. W czasach słusznie minionych, gdy zajmowałem się w Urzędzie pozytywnym fermentem w Śródmieściu, powstał problem Złotego Rogu i jego zagospodarowania. 

Na jednym ze spotkań z przedsiębiorcami zainteresowanymi z udziałem w tym przedsięwzięciu, pojawiła się „Pani Konserwator”. Rzecz to była niesłychana, bo na ogół ma w głębokim poważaniu władzę Kalisza i rzadko zjeżdża z pałacu do plebsu. Tym razem jednak była.

Burzliwa dyskusja toczyła się o osławiony onegdaj murek na Złotym Rogu, który przez wiele lat straszył swą okropnością i odpadającym tynkiem. Okazało się, że murek ten jest zabytkowy. Nie mnie oceniać. Jest i kropka.

Udało nam się wtedy dogadać z jednym z przedsiębiorców kaliskich, że on chętnie Złoty Róg wynajmie pod działalność gastronomiczną (miasto zarabia czynsz, opłatę za koncesje itd.), bardzo chętnie wyremontuje zgodnie z wytycznymi, na swój koszt murek, żeby klienci mieli ładniej (miasto nic nie wydaje, a zyskuje odremontowany zabytek), a na koniec może nawet zrobić na powierzchni otynkowanej mural (miasto zyskuje nową jakość w centrum, która jest nieinwazyjna i wystarczy potem ją zamalować w razie zmiany koncepcji).

Co robi „Pani Konserwator”? Z tego co pamiętam, wydaje decyzję negatywną :). Bo jak to remontować zabytki? Odrestaurować coś w Kaliszu? Ma być ładniej? Nie!!! Zabytek ma się rozpieprzyć w drobny mak i szpecić centrum miasta, ale remontować nie!

Nie będę pisał, dlaczego taką decyzję podjęła „Pani Konserwator”. Może farba była kupiona w złym sklepie? Może nie ten odcień? Zły pędzel? Nie wiem, nie mam pojęcia… ale niektórzy wiedzą, co mają wiedzieć ;).

Wracając do dyskusji o sławetnym murku na Złotym Rogu i powodach takiej, a nie innej decyzji, „Pani Konserwator” na spotkaniu w Ratuszu, przy władzach Miasta, zaproszonych gościach i przedsiębiorcach w końcu wypala coś w stylu „… nie byłam dwa lata na Złotym Rogu”!

Rozumiecie! To jest poziom wiedzy o mieście „Pani Konserwator”. To jest jej stosunek do mieszkańców. Decyzję wydać potrafi zawsze, wiadomo że ma ludzi od tego, żeby pracować w terenie i sprawdzić na miejscu co i jak wygląda, tylko że w sprawach najważniejszych, gdzie zaangażowane są najwyższe władze Kalisz, mogłaby chociaż przejechać się karoca i rzucić pańskim okiem na miasto.

Jednym słowem podsumowania tej persony nie będę pisał, że to stracony czas dla Kalisza. Panie Prezydencie, może już czas powołać Miejskiego Konserwatora Zabytków? Takiego, co rozumie na czym polega poszanowanie historii i nowoczesne miasto, a nie jest niespełnionym architektem przestawiającym makiety bloków na środek jeziora.

O tajemnicy Poliszynela też pisał nie będę, jak to z tą tajemnicą bywa, każdy wie, o co chodzi. Swoją drogą ciekawe, czemu nikt nic z tym nie robi. 

Uspokojenie ruchu na Śródmiejskiej

Nie che mi się pisać o tym, że nadal nikt nie informuje co i jak z ruchem na Śródmiejskiej. Nie wydaje mi się, aby była potrzeba pisania, że każdy mieszkaniec jest równy i ma takie samo prawo do miasta (ok, napisze kawałek dalej). Każdy to wiedzieć powinien.

Rowerzyści to idioci

No co? Nie jest tak? Znam pełno idiotów, którzy jeżdżą na rowerach. Jedni bardziej wyczynowo, inni tylko do pracy a kolejni rekreacyjnie. Idioci są wszędzie. Rozpychają się łokciami na chodnikach i przyprawiają pieszych o palpitacje serca. Wpadają na ulice pod koła samochodom i oczekują w 20-letniej Hondzie hamulców rodem z F1. No idioci i tyle.

Kierowcy to debile

Debile ;). Idzie sobie taki chodnikiem uśmiechnięty, pozdrawia staruszki, dochodzi na parking, wsiada w samochód i chłopaki z gangów motocyklowych mogą mu jeno burito potrzymać. Krew, morderstwo i obłęd w oczach. Ja! Tylko Ja! Nikt więcej tylko Ja! Z drogi śledzie, Pan jedzie!. Debil. Nie wiem, czy to fizyka, czy biologia, ale chyba wtedy chłopcom odpływa też krew z penisów i nie są w stanie go dźwignąć do góry siłą własnego organizmu. Jedyne, na co starcza męskości, to operowanie stopą. Debil z niedokrwieniem w penisie jeszcze gorszy. Ego, kurwa, ego! Z drogi kolego!

Ludzie jednak są fajni

Nie będę pisał, że sam za ludźmi nie przepadam, nie lubię i nie poważam jako gatunku. Napisze za to jedno. Daliśmy się wciągnąć w rozgrywkę i szczujemy na siebie dwie grupy ludzi. Nie przybyszy z matplanety. Sąsiadów, znajomych, rodzinę. Co to da? Obraziłem chwile temu rowerzystów i kierowców. Dało to coś? Rozwiązało jakiś problem? Zmniejszyło się zanieczyszczenie w mieście? Przybył porządny parking?

Nie! I nic nie da klepanie w klawiaturę na FB, że ten stoi w korku (czyli go tworzy), a tamten jedzie rowerem z fuckiem wyciągniętym w geście triumfu.

Miasto jest nasze

Dajcie sobie na luz ;). Infrastruktura komunikacyjna jest naszym wspólnym dobrem. Zapewne mało z Was wie, że miasto pokrywa 100% wydatków na jej utrzymanie z własnej kiesy, czyli naszych podatków. Ale opłaty drogowe, akcyzy itd., idą do kasy centralnej w Warszawie. Więc tak naprawdę na łatanie dziury w drodze (dla potrzeb tych wypocin przyjmijmy, że zrobionej przez stuletnią amatorkę jazdy na wrotkach), płacimy wszyscy w mieście.

Piesi też. Tak naprawdę to nawet od psa się chyba teraz płaci podatek. Więc twój czworonóg składa się na naprawę dziury tak samo jak ty! Ale pobiegać po niej raczej nie może ;).

Miejsce jest dla każdego, dobra infrastruktura drogowa, robiona z głową i zgodnie z przyjętymi normami prawnymi działa tak jak chcecie.

Ja mam w dupie rowerzystów! 

I super! Zapewne jako kierowca masz ochotę powystrzelać cyklistów pałętających się po twoim pasie drogowym. Żadna to przyjemność dla kierowcy skupiać się na tym, czy Szurkowski nie wpadnie mu na maskę w mieście. Zgadzam się!

Kierowcy niech spadają!

No raczej! Niech spadają, nikt z cyklistów nie ma przemożnej potrzeby wąchania spalin, stojąc na czerwonym, przeciskać się pomiędzy dostawczakami i lawirować w ruchu miejskim w trosce o własne zdrowie! Kierowcy wypad! Dokładnie tak!

…yyy czyli jak?

A no tak. Obie grupy chcą tego samego w mieście! Separacji ruchu samochodów, rowerów i pieszych. Dołożyć można do tego jeszcze komunikację miejską. Taka jest prawda! I podskórnie każdy ją czuje, tylko niepotrzebnie tracimy energię na udowadnianie sobie, kto miał rację. Wszyscy!

Należy wprowadzać takie rozwiązania, aby kierowcy mogli poruszać się płynnie (w ramach przyjętej koncepcji miasta oczywiście), rowerzyści mogli pomykać po Kaliszu bezpiecznymi trasami (bez wpadania na środek ulicy), a piesi byli w końcu bezpieczni i najważniejsi w tej całej piramidzie!

Wszyscy mamy ten sam cel! Mądre rozwiązania komunikacyjne, prowadzące do zrównoważonego przemieszczania się po Kaliszu tak jak każdy z nas chce! Każdy bez wyjątku. 

Co poszło więc nie tak?

Odpowiedzcie sobie już na to sami. Dla przypomnienia ostatni test o problemie Śródmiejskiej.

Czuwaj! Bez odbioru!

blog · o czym nie napiszę

O czym nie napiszę #1

O czym nie napisze w tym tygodniu? Ciekawe…

Uspokojenie ruchu na ulicy Śródmiejskiej

Nie ma sensu o tym pisać. Jeden wielki dramat ze zrozumieniem całej sytuacji. Notoryczne pomylenie pojęć i przyczyn zatorów komunikacyjnych na ulicy Śródmiejskiej.

Ruch został tam uspokojony. Uspokojony! Tak więc ulica Śródmiejska przestała pełnić rolę ulicy transferowej, a zaczęła być jedynie ulicą dojazdową. Ograniczenie prędkości do 30 km/h, progi zwalniające, zwężenie jezdni do jednego pasa ruchu.

To jest przyczyna obecnych zatorów komunikacyjnych w tym miejscu. Nie ilość samochodów w Kaliszu, kontrapas, kierowcy, cykliści, piesi i zwijanie asfaltu na noc. Nie będę pisał o myleniu przyczyny ze skutkami.

Kontrapas

Jako wielki zwolennik tej inwestycji, nie mam już ochoty, ani sił, pisać o totalnym spierdoleniu jej przez  projektujących i wdrażających w rzycie życie. Nie mam siły stawiać znaków, opisujących nieudolność i brak współpracy MZDiK ze środowiskami rowerowymi w Kaliszu przy tej konkretnej sprawie. Nie chcę już nawet o tym słyszeć.

Efekt jest taki, że nikt nie jest zadowolony, a cel tego jest jeden. Skłócić ze sobą kierowców, rowerzystów i pieszych. Polecam Ci większy tekst Piotrka Bocianowskiego o tym jak to faktycznie z tym kontrapasem było

Bo to nie kontrapas spowodował zatory komunikacyjne na ulicy Śródmiejskiej. To nie uspokojenie ruchu na ulicy Śródmiejskiej spowodowało wzrost ciśnienia tętniczego u kierowców. To złe przeprowadzenie tej inwestycji oraz:

Komunikacja z mieszkańcami

Zapewne ten tekst będzie miał więcej znaków, niż wszystkie działania informacyjne, o jednej z największych zmian komunikacyjnych w tej kadencji (a może i jedynej), ze strony Urzędu Miasta i MZDiK.

Tak naprawdę to nie ma o czym pisać. Miasto Kalisz wydało „komunikat” w poniedziałek o 20:49 na jednym z kanałów informacyjnym, jakie posiada. Zapewne dotarcie na poziomie 2500-3000 mieszkańców.

„Komunikat” ten, zawierał informacje że jest zajebiście, a przynajmniej było o 15:04. No dupa zbita, nie było! Ja to powinienem napisać, ale nie napiszę, że zatory komunikacyjne w rejonie Rogatki Wrocławskiej były faktem.

Aplikacja Blisko z zerowym wykorzystaniem, informacje lotne na ulicy Śródmiejskiej to marzenie ściętej głowy. O innych sposobach informacji dla mieszkańców nie mam ochoty pisać. Fajnie za to, że nowa specjalistka od PR Pana Prezydenta odkryła naklejki na Facebooku. Gratulacje ;).

Polityczna hipokryzja

Sam „komunikat” nie informował mieszkańców, co mają robić, jak się zachować, jak będzie wyglądała przyszłość ruchu w tym obszarze miasta i dlaczego tak się stało. Ja też o tym nie będę pisał.

Za to dowiedzieliśmy się, że to nie Urząd Miasta to Oni! Oni to zrobili! A nie My! Tzn. my zrobiliśmy, bo chcieliśmy i jest to potrzebne, ale Oni! To Oni!!! Aż żal, że nie ma na tej liście owych onych, Prezydenta Pęcherza i jeszcze wcześniejszych. Może Prezydent Bujnicki też się załapie?

Jednym słowem polityczny ściek i januszowanie przez specjalistów z Ratusza.

Ich i tak przebili PiS i SLD. Dziewice orleańskie! Nie będę pisał, że nie dawniej jak miesiąc temu, to jeszcze sobie z dzióbków spijali. Choć wiem, że PiS chciał się z tej inwestycji wycofać, z obawy przez nadchodzącymi wyborami – tak dobrze odczytałeś, z obawy przed wyborami, nie wyborcami czy nawet mieszkańcami – ale jakoś mu się nie udało ;). Biedacy

SLD nagle stwierdziło, że ma pomysł i że to kontrapas jest zły! I oni też nie chcieli, ale trochę musieli, bo jednak stołek grzeje. No to jak nie oni to może Oni! Ci inni Oni! Pomijam, że znów podstawowe pojęcia jak kontrapas, kontraruch czy droga rowerowa za rudne były do przyswojenia. Nie ma sensu o tym pisać.

Z tego miejsca, Panie Prezydencie, chciałbym zgłosić chęć ufundowania tablicy z nazwą kontrapasa. Pierwszy kaliski kontrapas im. politycznej hipokryzji. Sam go zawieszę na jednym 123 słupków stojących na ulicy Śródmiejskiej.

Wszystko będzie dobrze

Truizm. A o truizmach nie ma sensu pisać. Nie ma sensu pisać też o tym, że kaliscy kierowcy to nie idioci i wyjątek w skali świata. To normalni ludzie, w swej większości poruszający się po Kaliszu w konkretnym celu i konkretnym środkiem lokomocji.

Gdy ktoś im wytłumaczy, że ulica A jest teraz częścią układu drogowego o niższej przepustowości i poinformuje o tym wcześniej, to poradzą sobie z tym bez problemu. Tak jak kierowcy z Wrocławia, Rzeszowa, Radomia czy Ostrowa Wielkopolskiego. 

Lecz do tego trzeba odpowiedzialnej polityki informacyjnej, przynajmniej półprofesjonalnych mediów bez nadania politycznego oraz współpracy przed, a nie gaszenia pożarów po.

Tak więc nie będę pisał, że za dwa tygodnie nikt o tym nie będzie pamiętał. Bo ruch w mieście ułoży się tak, jak powinien. Sam, naturalnie. Szkoda tylko, że nikt nie napisał czegoś informacyjnego dla mieszkańców wcześniej.

Wspólna przestrzeń

I będziemy w niej koegzystować dalej, i będzie w niej miejsce na każdego użytkownika miasta. Tego opancerzonego w trzy warstwy blachy pod chłodnicą i tego w sandałkach z książką w ręce. Każdy z nas ma tu miejsce, nie dajcie sobie wmówić, że to Oni, albo że tamci są gorsi, mniej się im należy o innym więcej. Jedyne czego im i nam potrzeba więcej to uśmiechu!

Wszyscy jesteśmy równi wobec odległości ;). A kilometr przebyty samochodem to nadal ten sam kilometr co przebyty „z buta”.

Do zobaczenia na mieście!