Facebook

#facebook

Zakład Utylizacji Składek…

No dobra. Będzie dłuższa rozprawka dla kumatych. Prawo i Sprawiedliwość wpadło na genialny pomysł „uzależnienia składek na ZUS przedsiębiorców od dochodu”. Sypnęli tym mimochodem, podobnie jak wcześniej „testem przedsiębiorcy” i innymi głupotami, które wypływały już nie raz z ust polityków tego ugrupowania.

Krótko mówiąc: jeśli dzisiaj masz własną działalność gospodarczą i narzekasz na ryczałtowe 1300 zł płacone na ZUS, to PiS planuje Cię „uwolnić” od tego ryczałtu, bo przecież wspiera przedsiębiorców! Jak? Ano tak Cię uwolni, że ryczałtu 1300 zł już nie będzie. Zamiast niego zapłacisz stawkę uzależnioną od dochodu. Jak bardzo uzależnioną? Tego już nie mówią. Dlaczego? Może po prostu boją się powiedzieć przed wyborami. Na razie testują grunt swoimi światłymi-inaczej pomysłami.

Rzeczpospolita zamieściła ładną tabelkę z wyliczeniami (dla jasności: to domysły, bo szczegółami pomysłodawcy się nie podzielili):

▶️ Masz 5000 zł dochodu = zapłacisz 2154 zł na ZUS
▶️ Masz 10.000 zł dochodu = zapłacisz 4309 zł na ZUS
▶️ Masz 15.000 zł dochodu = zapłacisz 6463 zł na ZUS
▶️ Masz 20.000 zł dochodu = zapłacisz 8618 zł na ZUS

MIESIĘCZNIE!

Nie wierzycie, że to się może wydarzyć? Ten rząd działa tak, że ma niestety centralnie w czterech literach to, w co wierzycie. Nie konsultują szeroko swoich pomysłów. Nie uprzedzają z wyprzedzeniem. Po prostu robią co chcą tak szybko jak chcą. Rzucają jakiś pomysł i jeśli jest duże zamieszanie zmniejszające potencjalnie liczbę głosów w kolejnych wyborach, to się wycofują rakiem. Jeśli suweren protestuje, ale z badań wynika, że na rzeczywiste poparcie te krzyki nie wpływają, to wprowadzają nowe prawo „na szybkości” w ramach nocnego głosowania, albo wracają później z pomysłem po cichu robiąc w międzyczasie jakąś zasłonę dymną z innego tematu.

Przykład? Proszę bardzo. Zobaczcie jak po cichu załatwiono zniesienie limitu 30-krotności składek na ZUS dla zarabiających etatowców…

Przypomnę jak ten limit działał. Wprowadzono go jako zabezpieczenie przed koniecznością wypłaty w przyszłości zbyt wysokich emerytur. Przepisy wyglądają więc teraz tak, że jeśli ktoś zarobi (na etacie) w ciągu roku więcej niż 30-krotność prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce, to powyżej tej kwoty nie musi płacić już składek na ZUS. Obecnie ten limit wynosi ok. 143 tys. zł rocznie. Zakłada się, że osoby zarabiające wyższe kwoty same powinny zadbać o odłożenie pieniędzy na emeryturę (oczywiście państwo im zapłaci – ale odpowiednio niższą, bo pobierało niższe składki).

Rządowi PiS brakuje jednak pieniędzy na spełnianie swoich obietnic (czytaj: kupowanie kolejnych wyborców). Ma więc w nosie, czy za kilkadziesiąt lat ZUS wywiąże się z zobowiązań w stosunku do emerytów. Liczy się tu i teraz. Wymyślili więc sobie sprytnie, że lepiej znieść ten limit, zainkasować rocznie dodatkowe 5 miliardów złotych ze składek takich obecnych pracowników, a przyszłych emerytów… którym po prostu nie wypłaci się emerytur w przysługującej im wysokości. Ale tym się będą martwić za 20-30 lat (albo wcale nie będą się martwić, bo podniosą wiek emerytalny do 80-tki i siłą rzeczy będzie mniej emerytów i więcej przymusowo pracujących).

Premier chwalił się dwa tygodnie temu „zbilansowanym budżetem na 2020”. Grzmiał, że udało się to po raz pierwszy od 30 lat. Ten budżet nie jest zbilansowany, ale naciągany jak nie wiadomo co. Jak? Ano np. wpisano tam sobie te 5,1 mld zł dodatkowych wpływów ze zniesienia limitu 30-krotności składek pomimo, że jak na razie jest to niezgodne z obowiązującymi w Polsce przepisami. Wychodzą widać z założenia, że „tym gorzej dla przepisów”.

Ale tych pieniędzy i tak będzie za mało na spełnienie wszystkich obietnic, więc co zrobić? Ano o-ZUS-ować w pełni przedsiębiorców! Lakoniczne hasło „uzależnienia składek na ZUS od dochodu” już rzucono, więc w zasadzie droga otwarta i nie znacie dnia ani godziny.

A przypominam, że na tym możliwość dojenia przedsiębiorców się nie kończy. Rządzący spokojnie mogą wrócić do wcześniejszych pomysłów, np. likwidacji podatku liniowego 19%. Powiedzmy, że powstrzymam się z podsuwaniem kolejnych pomysłów…

Co można z tym zrobić? Na początek mamy wszyscy zadanie do wykonania w najbliższych wyborach. I zdecydowanie rekomenduję PORZĄDNIE się do tego zadania przyłożyć. A jeśli po wyborach odnajdziemy się w takiej samej rzeczywistości jak obecnie i te koszmarne dla przedsiębiorców zapowiedzi staną się rzeczywistością, to będzie sobie trzeba radzić inaczej…

Znacie mnie. Coś wymyślę. Tylko nie wiem, czy nadal będzie mi się chciało dzielić wiedzą z „większością” wybierającą władzę z takimi pomysłami. Jedno jest pewne – ZUS może jedynie pomarzyć o większych składkach ode mnie. Współczuję jednak wszystkim przedsiębiorcom, którzy nie mają takiej elastyczności. Jak zwykle – duzi sobie sprytnie poradzą. Po czterech literach i kieszeni dostaną przede wszystkim posiadacze mniejszych jednoosobowych działalności gospodarczych, których nie bardzo stać na opłacenie specjalistów, zmianę rezydencji podatkowej itp.

Dobranoc. Ostatni gasi światło…

PS: Jesteś przedsiębiorcą? Udostępnij dalej!

PPS: Nie jesteś przedsiębiorcą, ale rozumiesz, że raczej nie będziesz dzięki takim zmianom zarabiać więcej i raczej będzie Ci trudniej o podwyżkę? Udostępnij dalej!Jak Oszczędzać Pieniądze